
Wśród najwcześniejszych opakowań piwnych odnajdujemy suszone skorupy dyni, gliniane garnki czy saki wykonane z oprawionych lub surowych skór zwierzęcych. Już ponad 1000 lat temu sąsiadowały one z jedynym, które przetrwało w użyciu do dziś – beczką. Jej powszechność wynikała z wytrzymałości i łatwości użycia. Mówiąc krótko – tylko beczka mogła przetrwać trudy transportu, będąc zarazem w stanie pomieścić duże ilości piwa.
Dokument z 852 roku wydany na terenach dzisiejszej Wielkiej Brytanii wspomina beczki piwa, jako formę zapłaty za dzierżawę ziemi. Cena beczkowego piwa zależała od jej objętości. By zapewnić uczciwe reguły gry, piwowarzy otrzymali w XVI wieku zakaz wyrobu beczek i zobowiązani byli je nabywać od bednarzy, którzy pilnowali, by każda mieściła równo 36 galonów (ok. 136 litrów). W Wielkiej Brytanii stosuje się tę miarę dla beczki do dziś.
Beczka sprawiała jednak problemy. Po pierwsze szalały w niej dzikie drożdże przedostające się z powietrza, których naturę zrozumiano dopiero w XIX wieku wraz z pionierskimi pracami Pasteura czy Hansena. Czyszczono wprawdzie drewniane kufy i beczki wapnem lub ługiem, ale i tak piwowarzy musieli nierzadko pustoszyć beczki ze skwaśniałego piwa. Zresztą kwaśne i winne smaki były wówczas tak powszechne, że do dziś, w takich gatunkach piw jak lambic czy berliński weissbier uważane są za nieodzowne.
Po drugie, pozostające w otwartej beczce piwo traciło, i tak niewielkie w stosunku do dzisiejszego, nasycenie gazem wytwarzającym się w beczce podczas ponownej fermentacji. Trudność tę rozwikłano z nadejściem XIX stulecia, kiedy do użytku wprowadzono sprężony dwutlenek węgla, którym uzupełniano rozpieczętowane beczki. W rezultacie osiągnięto efekt nasycenia dwutlenkiem węgla przez cały okres ich „życia”.

Z tymi ulepszeniami beczki pozostawały w użyciu aż do lat 20. minionego wieku (w Tychach ze względu na zapóźnienia wojenne aż do lat 60., w innych polskich browarach nawet do lat 70.). Z czasem dopiero zaczęto je zastępować beczkami z aluminium, a ostatecznie ze stali.
Beczki, poza tymi ze stali nierdzewnej, były smołowane przy użyciu żywicy lub wosku, po to, by wyizolować piwo od wewnętrznej powierzchni naczynia. Dezynfekowało to wnętrze beczki przed jej ponownym użyciem i minimalizowało psucie piwa w czasie przechowywania. W przypadku stali, czy aluminium, pokrycie smołą zapobiegało dodatkowo korozji i wytwarzaniu się nieprzyjemnego, metalicznego posmaku w piwie.
W późnych latach XIX wieku z odsieczą w walce z bakteriami przyszło piwowarom upowszechnienie chłodzenia w transporcie i serwowaniu lanego piwa. Zauważono, że większość niszczycielskich sił rozwija się w wyższych temperaturach. Na ów czas datuje się również produkcję pierwszych sztucznych generatorów lodu, które pomagały w utrzymaniu niskich temperatur.

Współczesnym spadkobiercą drewnianych beczek są stalowe kegi, które pozwalają na utrzymanie najwyższego poziomu czystości i zachowanie świeżego smaku. Opuszczając nasze browary w Tychach, Białymstoku i Poznaniu, piwo w beczkach jest produktem najwyższej światowej jakości. Ale, aby do rąk konsumenta trafiło piwo tak dobre jak z browaru, musi być spełnione wiele warunków w dziedzinie jego przechowywania i nalewania. Ale to już zupełnie inna historia...
Jedno jest pewne – choć produkuje się już piwo w plastikowych butelkach, to poczciwa beczka nadal trzyma się dobrze, uśmiechając się ze starych zdjęć pięknymi wypalonymi na deklach nazwami browarów...
Jeśli chcesz otrzymywać najświeższe informacje dotyczące Tyskiego Browarium zapisz się do naszego newslettera.